E - Kolejna niesamowitość w kosmosie

wiersze wybrane + HISTORIA  » Giordano, Mikołaj, Andrzej  » E - Kolejna niesamowitość w kosmosie

 

Niesamowitość realnych, fizycznych zjawisk wynika głównie z niemożliwości ich oglądu prostymi zmysłami, a nawet wymyślnymi przyrządami wspomagającymi. Trzeba je zwykle przyjmować do wiadomości rozumem i logiką.

 

 

 

Tak było z odkryciem przez Giordano Bruno kulistości Ziemi, którego to zjawiska w jego czsaach nie dawało się naocznie udowodnić. Ale nawet i dzisiaj, kiedy możemy z kosmosu robić zdjęcia naszej planecie, nie potrafimy n a o c z n i e pokazać, że ludzie na drugiej półkuli chodzą rzeczywiście w stosunku do nas do góry nogami. A przecież z tego powodu głównie ówczesna ciemnota spaliła go na stosie.

 

 

 

Tak samo teorii heliocentrycznej Mikolaja Kopernika nie da się zobaczyć w naturze. A wynika to – z całym szcunkiem dla obecnej techniki kosmicznej - z powodu dwóch niemożliwości. Bowiem aby objąć obrazem cały uklad słoneczny musielibysmy się tak daleko oddalić od niego, że poszczególne planety stałyby się niewidoczne. A wtedy znowu musielibyśmy polegać tylko na rozumie.

 

 

 

Również mojego twierdzenia o powierzchni prostopadłej gwiazd i o tym, że patrząc na gwiazdy nie widzimy ich całej półkuli ale zaledwie jej skrawek, a nawet tylko strumień luźnych fotonów też się naocznie pokazać nie da, a można to sobie wytłumaczyć szeregiem innych zjawisk będących tego konsekwencją. (Poczwórna w Lutni, ciemne tło nieba, i szereg inych)

 

 

 

Jak więc widzimy kosmos ma tą specyfikę, że stosownie do jego ogromu niesamowitości również są ogromne.

 

I teraz będzie o następnej niesamowistości, którą też trzeba będzie objąć rozumem.

 

 

 

Bo teraz zamierzam udowodnić coś co chyba będzie najbardziej niesamowite. Czyli nie podważając nawet na milimetr mojego twierdzenia o tym dlaczego nocne niebo jest czarne zamierzam udowodnić, że nocne niebo WCALE nie jest czarne. Ale wręcz przeciwnie – jest jaskrawo białe.

 

To zaś, że my w nocy widzimy je jako czarne wynika z niedoskonałości naszego wzroku i ewentualnie przyrządów go wspomagających.

 

 

 

Bowiem jeśli zgadzamy się że Wszechświat jest w miarę równomiernie wypełniony gwiazdami to przecież te gwiazdy ciągle świecą. I emitują swiatłem, czy to z prostopadłego do obserwatora lasera czy też laserów skierowanych w inne strony, jednak tak samo widoczne na bliższe odległości tak jak lasery naszego Słońca.

 

A to co astronomowie – dla wlasnej, jakiejś tam wygody – wymyślili, a nawet zmierzyli i niemalże zważyli nazywając to „tłem”, które jakoby ma być „czymś” doskonale czarnym o temperaturze zbliżonej do zera bezwzglednego – po prostu NIE ISTNIEJE.

 

Bowiem to COŚ jest niczym innym tylko sporym fragmentem kosmicznej pustki, która jest tak rozległa, iż powoduje, że światło jak najbardziej fizycznych i nieustannie świecących gwiazd zwyczajnie do nas nie dociera.

 

Gdyż swiatło jak już to udowodnilem na innych podstronach nie rozprzesterzenia się w przestrzeni kosmicznej w postaci tego kretyńskiego opartego o podstawę gwiazdy einsteinowskiego stożka, ale jest emitowane z gwiazdy strumieniem się rozszerzającym. W konsekwencji fotony tego swiatła docierajace do nas są już tak rozrzedzone, że zarówno oko jak i wspomagające przyrzady nie są w stanie ich powiązać w jedną całość dającą obraz.

 

Zatem widzimy to co widzimy czyli spory kawał kosmicznej pustki a nie jakieś tam doskonale czarne tło.

 

 

 

Czyli reasumując możemy powiedzieć, że wszystko gwiady – nawet te dla nas niewidoczne – nieustannie są widoczne jako świetlne kule i z tych świetlnych kul, też nieustannie emitują światło. Zaś kosmos jest wprost PRZEPEŁNIONY ich światłem.

 

A ponieważ światło ma też tą niesamowitą cechę, że obserwowane z boku, jest dla obserwatora niewidoczne jak szkło, więc tego światła również nie widzimy.

 

 

 

Można to doskonale potwierdzić obserwując Księżyc i i inne planety naszego ukladu. Światło słoneczne od nich odbite możemy doskonale obserwować, jednak światła słonecznego dobiegającego do nich i padającego na nie JUŻ NIE !

 

 

 

Czyli mam nadzieję, że już wszystko jest jasne:

 

Żadne tam „doskonale czarne tło” nie istnieje.

 

Kosmos jest przepełniony światłem.

 

My tego światła nie dostrzegamy gdyż jego nie da się oglądać z boku, a to które jest skierowane do nas z tych najdalszych gwiazd jest już w stanie stanie tak rozproszonym, że nie daje się powiązać w konkretny obraz A pojedńczych fotonów na razie rejestrować się nie daje. Zatem poza tym światłem laserowym bliższych gwiazd „widzimy” tylko ciemność a nie jakieś tam tło.

 

 

 

AL