Emisja światła gwiazd po liniach prostych

wiersze wybrane + HISTORIA  » Giordano, Mikołaj, Andrzej  » Emisja światła gwiazd po liniach prostych

 

Z satysfakcją zauważam, że coraz więcej inteligentnych osób dostrzega te nonsensy Einsteina i Hubble`a, jakoby to co widzimy na nocnym niebie było wizerunkami gwiazd. I docierało do oka ziemskiego obserwatora w postaci stożka podstawą opartego o półkulę gwiazdy zaś szczytem tego stożka trafiało do oka obserwatora. Rozumują bowiem logicznie, że wtedy ten strumień gwiezdnego światła – z uwagi na ruch samej gwiazdy w przestrzeni jak i ruch naszej planety w przestrzeni - musiałby docierać do oka ziemskiego obserwatora przez te miliony lat... WĘŻYKIEM !

 

 

 

No tak. Ale co innego dostrzegać a co innego rozumieć.

 

 

 

Zatem teraz postaram się przedstawić państwu bardziej modelowe wytłumaczenie tego zjawiska, które ja opisuję NIE jako wizerunek gwiazd ale strumień luźnych fotonów.

 

 

 

Otóż każda gwiazda, nawet z najmniejszego skrawka powierzchni chromosfery, (którą to powierzchnię chromosfery dla wygody będziemy nazywać w dalszej narracji powierzchnią gwiazdy) emituje w przestrzeń kosmiczną strumienie światła (fotonów), które są prostopadłe do tej powierzchni.

 

 

 

Mówiąc obrazowo każda gwiazda jest otoczona – można powiedzieć – gigantyczną w porównaniu do wielkosći gwiazdy kulistą sferą, która to gwiazda w proporcji do tej sfery wyglądałaby jako prawie punkt. Sferą wypełnioną oddalającymi od powierzchni gwiazdy lużnymi fotonami,

 

W naszym przykładzie zajmiemy się gwiazdami oglądanymi z odległości wielu lat światlnych. Bo światło naszego Słońca dociera do nas z powodu BLISKOŚCI na trochę innych zasadzch. Wyjaśniam to na innej podstronie.

 

 

 

Jeśli teraz uzmysłowiliśmy sobie tą gigantyczną sferę kulistą zbudowaną z luźnych i oddalających się fotonów otaczjących gwiazdę, to możemy przystąpić do dalszej części wywodu.

 

 

 

Jednak zanim do tego przejdziemy to jeszce jeden uzupełniający wtręt:

 

Otóż tych sfer kulistych w przestrzeni kosmicznej jest taka taka sama ilość jak gwiazd. I one się oczywiście na siebie nakładają. Jednak jak już też pisałem na innej podstronie, fotony światła „oglądane” z boku są niewidoczne i mogą się bez żadnych skutków krzyżować z nieskończenie wielką ilością innych fotonów, które są emitowane z innych gwiazd do przestrzeni w taki sam sposób, w postaci sfery otaczającej gwiazdę. Czyli mówiąc krótko; każda gwiazda ma swoją sferę kulistą zbudowaną z otaczających ją oddalających się fotonów.

 

I te sfery w kosmosie nakładają się na siebie też w prawie nieskończiny sposób. W żaden sposób ze sobą nie kolidująć ani na siebie nie wpływając.

 

 

 

Zatem teraz, kiedy już wiemy czym są i jak funkcjonują sfery kuliste wokół gwiazd w kosmosie, to czas wytłumaczyć jakie jest w tym zjawisku miejsce naszej planety.

 

 

 

A ponieważ, jak wsześniej wspomniałem, sama gwiazda w stosunku do wielkości sfery to niemal pynkt, to taka na przykład nasza planeta do tej wielkości jest niemal pyłkiem.

 

 

 

No i żegluje sobie w przestrzeni ten ziemski pyłek (wokół Słońca też) i zbiera na swoją powierzchnię te strumienie fotonów, które z tej omawianej tutaj gwaiazdy (z innych też) do niego docierają.

 

Jedynym zaś co mają ze sobą wspólnego te docierające do nas fotony – to ten sam (mniej więcej) czas emisji. A może być to czas rzeczywiście z przed milionów lat.

 

Bo już to, z jakiego obszaru gwiazdy te strumienie pochodzą jest z całą pewnością różne. Bowiem gwiazda mając swój własny ruch obrotowy kieruje w stronę tego konkretnego obserwatora strumienie fotonów ciągle z innego miejsca na swojej powierzchni.

 

Czyli może być tak, (i zwykle tak jest) że powierzchnia gwiazdy z jakiej strumienie fotonów w danym momencie czasowym do nas docierają jest odwrócona od nas o 180 stopni. Zaś strumienie fotonów, które „popychają” biegnące w naszą stronę fotony już są wyemitowane z innego fragmentu powierzchni gwiazdy, gdyż ta jest przecież w ciągłym ruchu obrotowym.

 

 

 

I kiedy już to zrozumieliśmy to możemy ze spokojem skonstatować, że światło gwiazd w przestrzeni rozchodzi się wyłącznie po liniach prostych. A nie jakimś tam einstainowskim wężykiem niosącym w dodatku „zamrożony przed milionami lat” (?) wizerunek gwiazdy.

 

 

 

Kiedy już doszliśmy do tego miejsca to czas wyjaśnić co się dalej z tymi sferami kulistymi wokół gwiazd dzieje ?

 

I tu wyjaśnienie jest bardzo proste: Strumienie fotonów w miarę oddalania się od gwiazdy stają się coraz mniej zwarte a coraz bardziej rozszerzone. Ma tu zastosowanie zjawisko ROZSZERZANIA się światła – czego też światowa astronomia nie chce przyjąc do wiadomości.

 

Aż stają się /te strumienie/ tak rzadko wypełnione fotonami, że żadne – nawet najwiękasze zwierciadło teleskopu nie potrafi sformować z nich nawet bezpostaciowego punktu. Wtedy w tym miejscu nie widzimy tego wyimaginowanego przez astronomów dogmatyków „tła” /podobno będącego ciałem doskonale czarnym o temperaturze zbliżonej do zera bezwzględnego/ ale kosmiczną pustkę. Pustkę, która – mówiąc marginesem – nie jest żadną pustką ale przestrzenią szczelnie wypełnioną fotonami biegnącymi w różnych kierunkach, które jak już było mówione, „oglądane” z bolku są niewidoczne.

 

 

 

W tym momencie, prawie mimochodem, możemy obalić ten einsteinowski nonsens jakoby swiatło „uginało” się w silnych polach grawitacyjnych.

 

Śiatło się nie ugina – bo nie ma się dokąd uginać.

 

Swiatło w przedtrzeni kosmicznej jest jak woda w oceanie. Zaś fotony swiatła w tej przestrzeni kosmicznej są jak molekuły wody w tymże oceanie.

 

 

 

I to byłoby na tyle jeśli chodzi o rozchodzenie się światła gwiazd w kosmosie, które to światło w sposób oczywisty i absolutnie jednoznaczny rozchodzi się po liniach prostych.

 

 

 

Andrzej Lisiak

 

 

 

PS. Jeśli ktoś kto ma aspiracje naukowe z zakresu astronomii po przeczytaniu tego tekstu nadal będzie uważał, że patrząc przez teleskop na nocne niebo widzi jakiś tam wizerunek gwiazd, to to będzie oznaczać, że zapaść astronomii osiągnęła dno.

 

 

 

AL