F - Rozprzestrzenianie się światła w Kosmosie

wiersze wybrane + HISTORIA  » Giordano, Mikołaj, Andrzej  » F - Rozprzestrzenianie się światła w Kosmosie

 

Świat astronomów, czy może „światek” tych najbardziej dogmatycznych co to z uporem godnym lepszej sprawy twierdzą, że obraz gwiazd jaki obserwujemy jest obrazem całej półkuli gwiazdy i dociera do obserwatora w postaci stożka, który to stożek podstawą oparty jest o półkulę gwiazdy a czubkiem wbija się do oka obserwatora.

 

Właśnie wpadli we własne sidła.

 

Bo trwając z uporem przy teorii tego stożka opartego podstawą o półkulę gwiazdy, muszą odpowiedzieć na pytanie jak zatem widzą to ROZCHODZENIE się tych stożków w przestrzeni kosmicznej.

 

Bo jeśli podstawą takiego stożka jest półkula gwiazdy to jak sytuują w tym stożku fakt nie do wytłumaczenia, czyli:

 

 

 ZJAWISKO ROZSZERZANIA SIĘ ŚWIATŁA

 

 

 Bo według tej ICH teorii światło w stożkach się ZBIEGA, a nie rozszerza.

 

 

 ===============

 Aby zaś uzmysłowić im do końca fakt rozszerzania się światła to też przywołam na pomoc lasery – chociaż teraz ziemskie.

 

Otóż strumień światła laserowego – uważanego za najbardziej równoległe - emitowany z 2 centymetrowego wylotu lasera i skierowany na Księżyc, uderza w powierzchnię tegoż Księżyca snopem o średnicy 6 km

 

I to jest światło laserowe, które rozszerza się najsłabiej. Zwykłe światło rozszerza sie o wiele silniej. Można to sprawdzić na „zajączku” puszczanym z lusterka. Im większa odległość tym „zajączek” jest szerszy. Gdyby była możliwość puszczenia go na Księżyc to wielokrotnie przekroczyłby całą widoczną księżycową półkulę.

 

================

 

 Zatem jak w kontekście tego niepodważalnego zjawiska widzą rozszerzanie się tego ich dogmatycznego stożka wraz z oddalaniem się go od powierzchni gwiazdy ?

 

 

 Tego nie wytłumaczą, bo tego wytłumaczyć się nie da.

BO TO NIE ISTNIEJE

 

 

 Ale jak już jesteśmy przy tym zabawnym dziecinnym „zajączku” tak często rzucanym przez dzieci na odlegle ściany to mogę powiedzieć:

 

 Że jest to ostatni gwóźdź do trumny moich wrogów.

 

Piszę wrogów, bo prawdziwych przeciwników jeszcze nie spotkałem. A ci co próbowali moje twierdzenia obalać używali zwykle argumentu: „nie bo nie” oblewając to sosem pseudo naukowej grypsery.

 

Zatem zostawmy na boku te ich „nie bo nie” i wyobraźmy sobie, że lecimy samolotem ratunkowym szukającym rozbitków w szalupie na morzu. Mimo, że widoczność jest dobra – świeci słońce – to szalupy nigdzie nie widać.

 

Ale oto w pewnym momencie prawie na granicy horyzontu widzimy błyskający punkt świetlny.

 

A ponieważ jesteśmy fachowcami w poszukiwaniach, więc od razu wiemy, że to rozbitkowie w szlupie za pomocą lusterka puszczają do nas tego wcześniej wymienionego „zajączka”

 

Oczywiście nie mają trudności z trafieniem „zajączkiem” w nasz samolot bo z uwagi na odległość „zajączek” jest wielokrotnie większy od naszego samolotu, a nawet tak wielki, że gdyby obok nas leciały inne samoloty to też zmieściłyby się w tym strumieniu „zajączkowego” światła.

 

 I proszę mi teraz powiedzieć czy obserwując ten punkt świetlny widzimy całe lusterko, czy tylko fragment tego lusterka ?

 

 Bo ja uważam, że trzeba by mieć trociny zamiast mózgu by twierdzić, że całe lusterko.

 

 Widzimy bowiem tylko ten strumień światła jaki wychodzi z centrum lusterka. Zaś cała reszta – chcemy tego czy nie chcemy – ucieka na boki naszego ogromnego „zajączka” jaki do nas dociera. Podobnie jest ze światłem emitowanym przez reflektory przeciwlotnicze. Tam dwumetrowe lustro reflektora emituje strumień światła, który dociera do samolotu powierzchnią wielokrotnie przewyższającą rozmiary samolotu.

 

 Dokładnie tak samo jest ze światłem gwiazd.

 

 ============

 Aby ktoś teraz nie podniósł argumentu, że kwestionuję widok gwiazdy jaką jest nasze Słońce, to powtórzę za tym co już wyjaśniłem na podstronie o pociemnieniu brzegowym.

 

Otóż każdą gwiazdę tak jak nasze Słońce możemy oglądać w pełnej krasie tylko do pewnej odległości. Potem jednak wraz z oddalaniem się obserwatora poszerza się pociemnienie brzegowe. A kiedy już osiągnie takie rozmiary, ze widoczna jest tylko powierzchnia prostopadła, to reszta powierzchni gwiazdy dla obserwatora staje się niewidoczna i zamienia się w to ciemne tło nieba.

 

Zaś rolę widoku gwiazdy przejmuje bezpostaciowy punkt świetlny nieustannie emitujacy fotony, które jednak odległemu obserwtorowi nie pozwalają się ułożyć w jakikolwiek poza tym punktem widok.

 

=============

 

 Patrzymy na gwiazdę a widzimy tylko ten jej fragment, jaki jest do ziemskiego obserwatora maksymalnie prostopadły. A nawet jeszcze bardziej dokładnie. Tylko ten fragment powierzchni prostopadłej, (z uwagi na kulistość gwiazdy) który fotony światła dokładnie w naszym kierunku emituje. Pozostała ich część biegnie na boki i ulega rozproszeniu.

 

 A teraz wracając do tego idiotycznego einsteinowsko-hubblowskiego stożka świetlnego mającego być nośnikiem obrazu gwiazdy nasuwa się następny przykład nonsensu tej rzekomo elitarnej elity astronomów.

 

 Przyjmują oni bowiem, – i tym razem słusznie – że światło biegnie w przestrzeni po LINIACH PROSTYCH !

 

Jednak w ich wyobrażeniu o tym stożku, który jest podobno nosnikiem zamrożonego przed tysiącami lat obrazem całej półkuli gwiazdy, całkowicie pomijają to FUNDAMENTALNE prawo o rozchodzeniu się światła po liniach prostych.

 

 Bowiem uwzględniając ruch samej gwiazdy jak i ruch naszej planety wraz z całym ukladem planetarnym w przestrzeni kosmicznej, to ten stożek świetlny, rozciągnięty do rozmiarów nitki musiałby robić w przestrzeni kosmicznej zadziwiające meandry i zakrętasy by dotrzeć do oka ziemskiego obserwatora !?

 

 

 Gdzie zatem prawo o rozchodzeniu się światła po liniach prostych ?

 

 

Zatem odrzućmy te dywagacje „najtęższych umysłów epoki” i przyjmijmy do wiadomości fakt niepodważalny, jaki wynika z moich twierdzeń:

 

 

 Gwiazdy nieustannie emitują światło też w postaci stożków ale wybiegających z PUNKTÓW ich powierzchni. Szczyt takiego stożka znajduje się na każdym punkcie powierzchni gwiazdy, podstawę którego tworzy rozchylający się kielich luźnych fotonów biegnących w przestrzeń kosmiczną. Tworząc wokół gwiazdy prawie nieskończoną warstwę biegnących po liniach prostych fotonów.

 

 My zaś, jako odległy obserwator, znajdujemy się w powodzi tych fotonów i widzimy tylko te fotony które do nas docierają. A pnieważ oko ludzkie ma tendencję do zbijania fotonów w jedną całośc, więc widzimy aktualnie te fotony, które też aktualnie do nas docierają w postaci PUNKTU ŚWIETLNEGO.

 

 Nie są one jednak nośnikiem żadnego obrazu a jedynie zgrupowanymi w soczewce oka luźnymi fotonami.

 

 Ten fakt tłumaczy też, że niezależnie od ruchu własnego gwiazdy i naszej planety, widzimy ciągle punkt świetlny w linii prostej od nas. Nie zaś w jakichś tam meandrach rozciągniętego do grubosci nitki stożka.

 

 Andrzej Lisiak

 

 

PS. Z wieloletniej obserwacji wiem, że większość ludzi czyta teksty ze zrozumieniem w granicach 70 %. A trudniejsze nawet ze zrozumieniem tylko 30-to procentowym. A ponieważ powyższy tekst zaliczam do trudniejszych więc... – bez urazy – polecam państwi przeczytanie go jeszcze raz a nawet jeszcze raz.

 

A zapewniam, że po zrozumieniu tekstu w 100 % doznają państwo świadomości obcowania z czymś co obala NAJWIĘKSZE astronomiczne autoryterty i odziera świat z opleśniałej kory naukowych zabobonów. Mnie zaś daje pełne prawo stawania w jednym szeregu z Giordano Bruno i Mikołajem Kopernikiem.  

AL

 

 

PS. Jeśli ktoś podważy powyższe twierdzenia chociaż o milimetr to ma u mnie 1000 w dowolnej walucie.