Wizyt:
Dzisiaj: 10Wszystkich: 34346

Granice - 205

 

Granice - 205

 

 Pytano się filozofów

 Po co w pokojach ściany

 Skoro dom mógłby być wielki na przestrzał widziany

 Gdzie każdy mieszkaniec z miejsc mógłby wybierać

 A nie stojąc w kąciku swą ścianę podpierać

 

 I już się filozofowie mieli w głos oświadczyć

 Gdy jeden z mieszkańców domu

 Nie chciał dalej patrzyć

 By nie widzieć

 Nie słyszeć

 Wyroku wiadomego

 Którym obcy otworzyć ściany chcą domu jego

 

 Potem im filozofię taką oto przedstawił

 Którą w swoim pokoju przemyślał i sprawił

 

 Lepsze w swoim kąciku byle jakie posłanie

 Niźli w ogromnej sali tapczany luksusem słane

 

 Bo sen spokojny wtedy gdy ręka obca lub stopa

 Nie przerwie go niespodzianie

 Z prymitywizmem chłopa

 Co w naszym własnym mieszkaniu czuje się jak w obejściu

 Robiąc obrządek bydłu

 Lub dojąc krowy w przejściu

 

 Bo dom nawet największy

 Najpiękniej zbudowany

 Tyle jest wart zazwyczaj co jego cztery ściany

 Na nic filary bowiem

 Kolumny i zdobienia

 Kiedy właściciel przed wiatrem nie znajduje schronienia

 I musi obcych znosić nie tylko co się gapią

 Ale bezczelnie traktują

 Jakoby był atrapą

 

 Przeto nie bądźmy głupi nie oddawajmy ścian czterech

 W imię wolności dla kilku

 Co ustawieni w szereg

 Nogami przebierają pod szumnymi hasłami

 By mieć dostęp wszystkiego

 Niczym nie chronionego

 By to złapać do wora swojego złodziejskiego

 I wynieść poza bezściany

 Domu wszem dostępnego

 

 Aby jednak do końca wszystko było jasne

 Gdy chcesz emigrować

 Granice otwarte

 Bo my własne granice chcemy tylko chronić

 Przed nie chcianymi gośćmi

 Co nas mają za nic

 

 *