Konfiskata - 212

wiersze wybrane + HISTORIA  » PIĘTNOWANIE  » Konfiskata - 212

 

Konfiskata - 212

 

 Znowu zginęli ludzie

 I nie na autostradzie

 Szosie szybkiego ruchu i nie na drodze nawet

 Ale na miejskim chodniku

 Wyłącznie dla nich samych

 Kiedyś już bardzo dawno przez kogoś tam zbudowanym

 

 Leży ojciec i matka i poszarpane dzieci

 Bo oszalały kierowca

 W swym zwidzie gdzieś się spieszył

 Co nie tylko paliwo miał w baku wozu swojego

 Ale i wiele promili wlane do gardła suchego

 

 I czemuż to taka historia jak bumerang powraca

 Uderzając jak drągiem w kogoś kto w domu czeka

 Myśląc

 Że już za chwilę

 Oto się drzwi otworzą i oczy dziadka lub babci

 Rozbłysną radością hożą

 

 A tu żałoba czarna każe załamać ręce

 I pytać się nie wiem kogo

 Czemu tak muszą cierpieć

 

 A ja im powiem dlaczego

 Zdradzę tę tajemnicę

 Bo był raz w Sejmie pan poseł co ksywę miał „koniaczek”

 On to

 Gdy sala wzburzona

 Już chciała prawo uchwalić

 Nad pijakami za kółkiem z trybuny się użalił

 Mówiąc z ogromnym przejęciem

 Ale myśląc o sobie

 Że konfiskata wozu zbyt wielką krzywdę zrobi

 Pijaczynie zbrodniczej

 Co całe życie pracował

 By wreszcie sobie kupić

 Zabawkę by móc mordować

 

 Dlatego to giną dzieci i sierotami zostają

 Bo alkoholu lobby w Sejmie tkwi nie ustając

 Oni to w jednym klanie zaprzysięgłych łajdaków

 Konfiskować nie dają

 Samochodów pijakom

 

 A ja im mówię

 Łajdacy

 Choć w aureoli posłów

 Jeśli nie uchwalicie konfiskat

 Natychmiast i na gorąco

 Każąc zbrodniarza przyszłego bez namysłu wielkiego

 Konfiskatą narzędzia do czynu zbrodniczego

 

 Zaś sędzią ostatecznym powinien być w takiej sprawie

 Nie kauzyperda w todze

 Ale alkomat przy drodze

 

 *