Manify - 56

wiersze wybrane + HISTORIA  » RÓŻNE  » Manify - 56

 

Manify - 56

 

 Odpoczywał Bóg na werandzie domu niebieskiego

 Spoglądając na Ziemię z tronu wysokiego

 Syn wtedy siedząc obok poprosił go skromnie

 By zwrócił swą uwagę na kraj co ogromnie

 Litość jego wzbudza modłami swoimi

 Prosząc o więcej łaski dla rodzinnej ziemi

 Co między dwie potęgi została wciśnięta

 A teraz

 Jak o zapomnianej mało kto pamięta

 Nie zsyłając jej z Nieba manny dobrotliwie

 Tak

 Że musi się sama nie tylko wyżywić

 Ale i wspomagając innych

 Z garnuszka wspólnego

 Walczyć o liche dotacje dla rolnictwa swego

 

 Pomyślał Bóg przez chwilę skąd pomysł wydobyć

 Klepnął syna po plecach

 Mówiąc

 Zabiorę choroby

 Od dnia dzisiejszego zdrowiem ta kraina

 Nieustającym znana być wszystkim powinna

 

 Syn wielce zadowolony nie zdążył dziękować

 Gdy Bóg mu uradowanie radził szybko schować

 Bo właśnie oto zobaczył ogromne pochody

 Personelu białego co błagalne modły

 Śle pod wysokie niebiosa

 Z wielkie transparenty

 Nie zabieraj nam miejsc pracy

 Ojcze Boże święty

 Nie rujnuj rodzin naszych co na utrzymaniu

 Tylko z racji istnienia chorób wszyscy je tu mamy

 

 Wielka wtedy konfuzja w krąg zapanowała

 Bogu zaś się refleksja taka nasuwała

 Którą synowi swemu zapragnął wyłożyć

 By ten już tematem nie musiał go nużyć

 

 Gdybym im zabrał, kradzieże, zbrodnie i przestępstwa

 Manifestacja adwokatów byłaby jeszcze większa

 Sędziów, prokuratorów, sądowych pisarczyków

 Policjantów i strażników byłoby bez liku

 

 Zostawmy więc ich samych z tymi problemami

 Z którymi przecież poradzić muszą sobie sami

 Z naszą zaś interwencją spokój sobie dajmy

 Niech z ognia wyciągają sami swe kasztany

 Bo jeśli się nimi raczyć mają ci ochotę

 Niech Boga nie wciągają

 W tę brudną robotę

 

 *