Pałac - 76

wiersze wybrane + HISTORIA  » RÓŻNE  » Pałac - 76

 

Pałac - 76

 

 Stoi sobie nieskromnie pośrodku Warszawy

 Co bardziej bezczelne chmury łaskocząc iglicą

 Dla jednych jako olbrzym niezupełnie prawy

 Dla innych jak ktoś bliski młodości i sławy

 

 Szczur co uciekł z watahy spróchniałymi zęby

 Bez przerwy próbuje obgryzać mu zręby

 Rączynami co nigdy nie skalan robotą

 Gotów jest go zaorać razem z placem w błoto

 

 Ale piersi cherlawe tchu mają zbyt mało

 By się ten tam temu cokolwiek udało

 

 Też architekcina całkiem bez talentu

 Z wyblakłym nazwiskiem

 Głosem do imentu

 Zdartym od szczekania na jego wysokość

 Najchętniej to by widywał w tym miejscu głębokość

 Dołu jaki pomnikiem w łysawym czerepie

 Od lat pięćdziesięciu ponad się telepie

 

 A pałac ciągle stoi na przekór niechęci

 I jak wszem jest wiadomo półwiecze już święcił

 Bo trwałość jego bytu wiekami mierzona

 Przeżyje nie tylko wrogów

 Lecz i pamięć o nich

 

 Gdy zaś sokół wędrowny na blankach przysiądzie

 W oku swoim sokolim trwaląc panoramę

 Miasta co w świecie całym powinno być znane

 Gdyż swoją historią

 Głosi Polski chwałę

 

 Śmiejmy się więc szeroko uśmiechem wesołym

 Patrząc lekceważąco na takich co doły

 Budować tylko potrafią

 Podgryzać

 I szczekać

 Cierpiąc na lęk wysokości

 Co dla nich jak przepaść

 

 My za to wzrok kierujmy hen ponad iglicę

 Gdzie czasem można dostrzec dobrotliwe lica

 Kogoś co z rozbawieniem ogląda te swary

 Co wcale nie wspierają

 Wielkości Warszawy

 I dziękując mu za to

 Co dla nas uczynił

 Nie plącząc się samemu w roztrząsanie winy

 Kto za a kto przeciw

 Niech tam się targają

 Jeśli nic do roboty lepszego nie mają

 

 *