Przemijanie - 117

wiersze wybrane + HISTORIA  » RÓŻNE  » Przemijanie - 117

 

Przemijanie - 117

 

 Jakże ten czas szybko leci mówią dorośli i dzieci

 Kiedy ich radość otacza a myśl ku smutkom nie zbacza

 O jak ten czas się dłuży mówią gdy niebo się chmurzy

 A horyzont obsiadły myśli czarnych motyle

 Nie dopuszczając radości nawet na krótką chwilę

 

 Nikt też wtedy nie myśli

 Że to nie czas losy kreśli

 Ale to oni sami

 Swoimi zasługami

 Ściągają smutek lub radość

 By prawdzie stało się zadość

 

 Nie mów więc że czas leci

 Bo on jako opoka

 Jedyny i niezachwiany w tym świecie

 Tkwi

 Zewsząd nas otaczając

 Wszechświat stabilizując

 Gwarancję bytu dając

 

 To życie szybciej lub wolniej

 W twej świadomości płynie

 Pozwalając godzinie

 Rozciągać się swobodnie

 Zegarem doznań sterując

 Skutek dając przyczynie

 

 Przeto pomyśl o czasie jaki wiecznością znaczony

 Odmierza twoje życie jako byt nieskończony

 Co na przystanku Ziemia

 Dla plewy odsiania od ziarna

 Zatrzymał cię na chwilę

 Abyś się trochę ogarnął

 Zanim od nowa w przestrzenie

 Wszechświata dusza twoja

 Wyruszy na wędrówkę

 Co sensu wszelkiego ostoją

 

 Przeto nie marnuj życia

 I nie wydziwiaj nad nim

 Bacz tylko aby przez dłonie

 Nie przesypało się piaskiem

 Bo szybko czy też wolno

 Nieuchronnie przemija

 Na duszy twej zaznaczając

 Tak złe jak i dobre chwile

 Które to znaki dopiero

 Zaświadczą o twoim trwaniu

 I w niebezpieczeństwach ziemskich

 Twym postępowaniu

 

 Od tego też będzie przecież zależała nagroda

 Jeśli czas wszechobecny znowu rękę ci poda

 Byś raz szybciej, raz wolniej, znowu mógł istnieć na świecie

 Poświadczając istnienie co właśnie tak się plecie

 

*