Rachunek krzywd - 332

wiersze wybrane + HISTORIA  » POLITYKA 2  » Rachunek krzywd - 332

 

Rachunek krzywd - 332

 

 Weszła do domu

 Nie nocą

 Wcale w drzwi nie łomocząc

 Chyłkiem

 Tuż ponad progiem

 Gadzim ślizgiem złowrogim

 

 W dzień biały jak białe kości

 Jakimi sobie mości

 Gniazdko dla bytu swojego

 Z czegoś tam zdeptanego

 

 Czy warto stawać u drzwi

 Wspominać imienia Cambron

 Gdy zdradą co wewnątrz się tliła

 Już przestrzelona skroń

 

 Już droga do koryt wolna

 Krzywd liczyć nie potrzeba

 Gdy tłustym wieprzom spasionym

 Otwarta droga do żłoba

 

 Już mogą siadać za stoły

 Pchać gęby do okienka

 Które swym łokciem kościstym

 Zdobyła dla nich panienka

 

 Niby wszystko jest nowe

 Dla ciemnej masy motłochu

 Ale nawyki prastare

 Nie po to ciągnięto z lochu

 By dzisiaj z nich nie korzystać

 Władzą się nie upajać

 A pleców głupich roboli

 W szyderczej rozmowie nie kalać

 

 Nie trzeba stawać u drzwi

 Nie warto sięgać po broń

 Bo czuwa nad wszystkim ktoś inny

 Kto wreszcie ujmie to w dłoń

 

 I sprawiedliwość wymierzy

 Według zasług należną

 Nogą strącając pod płytę

 Z cementu w piekle najcięższą

 

 By swoje zakłamanie

 Podłością nie mając równych

 Mogli odmoczyć w urynie

 Tkwiąc sto lat w diabelskim

 G...

 

 *