Świt nad bagnem - 294

wiersze wybrane + HISTORIA  » POLITYKA 2  » Świt nad bagnem - 294

 

Świt na bagnem – 294

 

 Jak trudno żyć na bagnach grząskich i mulistych

 Gdzie oparcia żadnego

 A horyzont mglisty

 I kiedy nawet kępa

 Zieleni się zjawi

 To natychmiast ją błoto

 Wszechwładne splugawi

 

 Jak żyć kiedy na czele tych co chcą przewodzić

 Człowieczeństwa nie widać

 Bo co drugi złodziej

 A jeśli nawet nie kradnie

 Z braku możliwości

 To w straganie ma tylko

 Oferty podłości

 

 Co by za szmalu w łapę ilość niezbyt wielką

 Nie tylko matkę sprzedał

 I ojczyznę wszelką

 Byle się tylko załapać na burżujską klikę

 Co fundament mu daje

 Na tym bagnie dzikim

 

 A że reszta już tonie w mrokach beznadziei

 To wcale nie obchodzi

 Zgrai dobrodziei

 Co Polsce obiecali i srebro i złoto

 A potem ją wepchnęli w beznadziei błoto

 

 Na nic więc twoja ofiara

Posłańcu – proroku

 Co dałeś się ukrzyżować

 By wyciągnąć z mroku

 Ludzkość

 Co kiedyś w bagnie podobnym już tkwiła

 I kiedy jej zagłada za karę groziła

 

 Nie zrozumieli ślepcy posłania twojego

 Bagnisko błota wszędzie rozszerzając

 Co już zagarnęło bez mała pół świata

 By ludzkim nieszczęściem kraje

 Zajadle oplatać

 

 Wykopmy rów głęboki aż do centrum bagna

 I spuśćmy wody zgniłe

 Niech tam gdzieś przepadną

 A my w tak osuszone od bagniska strony

 Zanieśmy nowy ustrój ludziom przeznaczony

 

 Nie zaś zwierzętom dzikim z natury drapieżnym

 Co na tym bagnie dotąd sprawowały rządy

 Z pamięci wykreślając nauki proroka

 Budując ustrój podły

 Ulepiony z błota

 

 *