Żałoba reglamentowana - 272

wiersze wybrane + HISTORIA  » RÓŻNE  » Żałoba reglamentowana - 272

 

Żałoba reglamentowana - 272

 

 Urzędnik niskiego szczebla lecz w kancelarii wysokiej

 Zasmucił się ogromnie zdarzeniem bardzo okropnym

 Co życia pozbawiło grupę osób niemałą

 A innych poranionych do szpitali posłało

 

 Wysmażył więc komunikat o wielkiej państwowej żałobie

 Jaki swojemu szefowi na biurku szybko położył

 Podpisuj pan jak najprędzej by naród się rozpłakał

 A nie jak opętany po dyskotekach skakał

 

 Co miał więc robić szef biedny kiedy urzędas zrzędzi

 Że było tak też za innych co byli na urzędzie

 A to płakanie na rozkaz zawsze się przecież sprawdzało

 I tak naprawdę nikomu nigdy nie przeszkadzało

 

 Ale mnie to przeszkadza

 Ty nędzny gryzipiórku

 Co płakać rozkazujesz

 Grzejąc tyłek przy biurku

 

 Zwłaszcza kiedy bezczelnie pętlę wisielca wpinasz

 W klapę swej marynarki

 Jakby to była kpina

 Kpina albo szyderstwo kabotyństwem podlane

 Co łzy krokodyla leje

 Bo głośno jest przy tej trumnie

 

 Kiedy zaś w innym miejscu również tragedia się zdarzy

 To śmierci jak i cierpienia nikt nawet nie zauważy

 Bo tylko jedna rodzina w wypadku takim zginęła

 A czarna kostucha kosą raz tylko się zamachnęła

 I tylko kilkoro dzieci

 W sieroctwo okrutne wepchnęła

 

 Nie róbcie sobie szyderstwa moim zdaniem podłego

 Co dramat uzależnia

 Od huku medialnego

 Pozwólcie nad tą trumną pochylić się tylko bliskim

 A nie rozgrywać karty znaczone wyborczym zyskiem

 

 Bo kto uczciwy w zadumie

 Się tylko chwilę zatrzyma

 Ceniąc każdą tragedię

 Choć każda przecież inna

 

 I każda zasługuje na jakąś tam żałobę

 Ale bez stryka w klapie

 I durnia przy mikrofonie

 

 *